Na początek małe rozróżnienie - System informatyczny od informacyjnego różni się mniej więcej tym samym co od pulpit (taki w windowsie) od biurka (takiego drewnianego).
Na jednym i drugim możesz mieć porozrzucane dokumenty, szufladki, katalogi, foldery, skoroszyty, krócej mówiąc dane.
Kolejność jest zazwyczaj taka że do firmy korzystającej z jakiegoś zdrowego rozwiązania (zeszyty, segregatory, szafy na akta) przyłazi dziad, który ma do zaoferowania świetny system informatyczny, który rozwiąże wszystkie problemy.
W szczególności chodzi o problemy szefostwa - które czuje się oszukiwane przez za wolno pracujących podwładnych, niedoinformowane, niedoraportowane i niedoj$#ne po prostu...
System informatyczny jest przecież lepszy bo:
* kosztuje grube pieniądze, więc można w końcu wydać kasę z budżetu, a nie jak co roku zostać na koniec z milionem do wydania na meble i ekspresy do kawy, które już nie mieszczą się w szafach,
* można wydawać nowe wersje co rok, albo co nowelizację ustawy,
* można kosić kasę za support per licencja, użytkownik, serwer, aplikacja, wyczka,
* w naszej organizacji pojawiają sie konsultanci, wdrożeniowcy, operatorzy helpdesku, umowy serwisowe - jakie to tworzy pole do pożycia towarzyskiego!
* admin takiego systemu momentalnie awansuje do roli półboga, bez tego nikt by nie wiedział co on właściwie co robi (poza przypadkami kiedy pada internet i nasza-klasa)
Po paru nasiadówkach w drogich restauracjach, kilku pokazach demo, uświadomieniu że cała konkurencja już tego używa, udostępnieniu wykresów gdzie krzywa produktywności strzela w niebo jak prom challenger (pun intended), zarząd nie ma już wątpliwości.
Zaczyna się wdrożenie, projekt i całe to tałatajstwo. Kończą się szczęśliwe dni pań w księgowości, nad kadrami wisi czarna chmura a dział socjalny właściwie wkrótce nie będzie potrzebny.
System nadchodzi.
4 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz