19 lipca 2010

żadna praca nie hańbi, ale niektóre ... wkurwiają bardziej

Z doświadczenia wiem, że praca informatyka (czy innej biurwy) może być lekka i bezstresowa, ale również potrafi zniszczyć nerwowo niejednego twardziela.

Są etaty w naszej megakorporacji, gdzie specjalista od 5 lat palcem nie kiwnął, bo wszystko mu "samo" chodzi, ale potrafił stworzyć niesamowicie przekonywującą mistyfikację pod tytułem "ledwo nadążam z robotą, ale w nastepnym miesiącu to już na pewno skoczę z wami na to piwko, dziś jednak, sami rozumiecie, nadgodzinki...".

Po drugiej stronie są osoby, którym najmniejszy problem od razu zwala się na psychikę jak czołg, który w środku nocy wjechał do sypialni kiedy właśnie zabawialiśmy się z... no, nieważne. W każdym razie biegają tacy spanikowani, odbijają się od przeszkód jak piłeczka we fliperze - nabierając coraz większego pędu, aż w końcu ktoś za nich odwala robotę co powoduje u nich atak szczęścia, łez i pomieszania zmysłów naraz.

Są też tacy, którzy cichutko, dzień po dniu kumulują stres i w każdej chwili mogą eksplodować, np. kupić sobie shotguna albo różowe skarpetki w trupie czachy.

Dążę do tego, że każdy informatyk, ba, człowiek każdy, ma jakiś tam swój próg stresu po którym reaguje w jakiś tam, sobie tylko właściwy, sposób.

Na ten przykład siedzę ja sobie w kibelku, czytam spokojnie RSSy na moim aj(waj)Fonie i słyszę jak do toalety wpada z impetem kolega, trzaska drzwiami i zdyszany wrzeszczy (ale tak, żeby nie było za głośno):

"Noż kurwa! Kurwa jebany w dupę ruchany chuj pierdolony! Japierdolę kurrrrwa! Kurwa!"

Po czym daje się słyszeć spokojne kroki i delikatne zamknięcie drzwi. Dla pewności posiedziałem jeszcze 15 minut i wymknąłem się z kibla, przez nikogo (mam nadzieję) niezauważony.

Kolega ma kilka lat więcej ode mnie - co daje mi do myślenia "Czy na pewno chcę przepracować tu nastepne 10 lat??!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz