Tacy są pracownicy firm z branży IT kiedy przekroczą pewien niełatwy do zauważenia i wyczucia próg. Nagle okazuje się, że ich umiejętności, szybkość nauki, czas reakcji na nowe trendy, ciętość riposty i bystrość umysłu - wszystko to nie wystarcza aby nadążyć za młodszymi pracownikami i nowymi technologiami.
Weźmy typowy przypadek. Jesteś młodym gniewnym zajebiście bystrym informatykiem po studiach. Wykazujesz się raz, drugi, trzeci, albo po prostu masz niezłe gadane i przebijasz się na szczyt listy transferowej najbardziej pożądanych pracowników.
Dygresja: taka lista transferowa jest w każdej firmie, powstaje w głowach kierowników w miarę jak ich pracownicy zawalają kolejne terminy i wyjkazują się brakiem kompetencji po raz setny. Kierownik myśli sobie wtedy 'gdybym miał tego nowego z działu serwerów, pokazałbym tym zawistnym skurwysynom co wytykają mój dział palcami...'. W momencie zmian w strukturze organizacyjnej firmy (nowa (d)erekcja, nowy prezes, nowe projekty, zwolnienia) następuje proces burzy kadrowej, podczas której co sprytniejsi kierownicy mogą pozbyć się niechcianych a wyhaczyć pożądanych ludzi. Ale to temat na osobny wpis.
Wracając do przypadku. Ktoś bierze cię do zespołu robiącego coś kreatywnego (przynajmniej tak ci się zdaje). Ładujesz się w kolejne projekty tworzysz/burzysz/naprawiasz kolejne systemy, ratujesz raz po raz świat.
W końcu trafiasz na stanowisko managerskie. Zarządzasz zespołem, zlecasz zadania, zasiadasz w komisjach, spisujesz notatki, ustalenia, procedury.
Aż pewnego dnia, rok, dwa, pięć, po tym jak ostatni raz własnoręcznie zainstalowałeś windowsa albo kompilowałeś jądro linuxa, nadchodzi Nowy Ład i zostajesz strącony ze stołka.
Nieważne jakie są przyczyny. Może nie doczytałeś umowy i naraziłeś firmę na straty. A może krzywo spojrzałeś na prezesa. A może nowy dyrektor ma awersję do ludzi w zielonych krawatach.
Jak masz szczęście, to łaskawie pozwolą ci zająć się tym co robiłeś 10 lat temu.
Niestety okazuje się, że dawni koledzy porobili kariery albo stoją w kolejce pod pośredniakiem a nowi, młodzi, gniewni, etc. patrzą na ciebie jak na dinozaura, który cenne powietrze wzbogaca ceodwa. Gubisz się w nowym kommandlajnie, nie potrafisz ogarnąć otchłani nowego enterprajsowego systemu zarządzania zasobami, nie rozumiesz nowej linii partii^H^Hkierownictwa firmy.
Przez młodszych kolegów zaczynasz być postrzegany przez pryzmat pomyłek, wpadek, spóźnień. Widzą twoje wystraszone oczy, zmęczoną postawę, przyspieszony oddech w kontakcie z kierownikiem, bezwarunkowy odruch kulenia się kiedy nagle otworzą się drzwi do biura.
Docelowo zostajesz kłębkiem nerwów i popadasz w jeden z wielu nałogów jakie oferuje nowoczesny świat.
Resztę dopisz sobie sam, kolego/koleżanko. Nie myśl sobie jednak że piszę to z szyderstwem. To raczej empatia oraz przeczucie, że sam tak skończę, jak wielu przede mną i wielu po mnie. Już niedługo dołączę do Waszego grona. Pierwsze oznaki zdziadzienia już mam.
7 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz