Na ostatniej nasiadówce dyrekcji i kierownictwa wróciła mi wiara w to, że managerowie (nawet wysokiego szczebla) to też ludzie. Do wniosku takiego doszedłem poprzez obserwację rzutu cukierkiem przez stół konferencyjny.
Przenajwyższy przemawiał właśnie z właściwą sobie nerwicą gdy siedzący w jego pobliżu kierownik wydziału wtyczek i korbek krzyknął po cichu do siedzącego obok mnie kierownika działu kabelków i mrygających światełek "e! rzuć cuksa!". Kiero od lampek niewiele się zastanawiając cisnął łakociem w stronę spragnionego endorfiny łasucha, trafiając idealnie... w oko głównej księgowej.
I teraz przez salę przetacza się fala reakcji:
- Księgowa, 55 letnia matrona, przypominająca królową Bonę z obrazów (między innymi tym, że nigdy się nie odzywa), mruga zdezorientowana i purpurowieje ze wstydu że dała się zaskoczyć (może wydawało się że zasnęła i ktoś ją chciał obudzić),
- siedzący obok dyrektor pionu fistaszków i opieki specjalnej - rechocze jak Lepper mówiący o tym, że nie można zgwałcić prostytutki,
- przenajświętszy purpurowieje ze złości, że ktoś śmiał mu przerwać,
- kierownicy dookoła rechoczą albo udają że nic nie widzieli, żeby się nie narazić,
- ja układam w myślach treść tej notki...
Jak widać wielu z nas skrywa się za maską profesjonalizmu, ale w pewnych sytuacjach po prostu nie daje razy powstrzymać się od ludzkich odruchów...
A żeby było pouczająco - historia niczego nas nie uczy, 10 minut potem pani Bona obrywa ponownie po głowie takim samym cukierkiem... tym razem nawet przenajważniejszy z ważnych nie ukrywa śmiechu :)
12 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz