Opowiedział mi tę historię pewien pracownik mega-mega-aletonaprawdęmega korporacji. Jednej z najmegakorporacji świata.
W skrócie było to tak, że siedział sobie na lotnisku trzymając w ręku bilety do Egiptu, gdzie miał przez tydzień uczestniczyć w jakimś projekcie. Jednak w ostatniej chwili szef odwołał go z lotniska:
- Witek, słuchaj sprawa jest. Lecisz do Barcelony asap. Pomożesz naszemu akauntowi wcisnąć klientom nasz nowy produkt. Wciśnij wszystkim kit że zachorowałeś. Do boju!
Wytłumaczę jak do tego doszło.
Witek pracuje w dziale A. Jego szef to Maciek. Witek jest jego asem w rękawie, najcenniejszym pracownikiem i często wyciągają go do pomocy inne działy. Na szczęście Maciek i Witek pracują w zdrowo-biznesowo-usługowo zorientowanej firmie i Maciek najzwyczajniej w świecie sprzedaje pracę Witka, na godziny.
Ola kupiła tydzień pracy Witka w Egipcie już miesiąc temu. Po prostu sprawdziła na liście usług wewnętrznych że godzina pracy Witka kosztuje x i ze skromnego budżetu wysupłała środki na wypożyczenie doświadczonego pracownika.
Nagle do akcji wkracza Stefan. Ma pilny projekt, duże środki, potrzebuje pomocy. Dogaduje się z Maćkiem (przypomnę, to szef Witka) że zapłaci za godzinę Witka trzykrotność standardowej stawki plus premia za efekty.
Witek leci do Barcelony, Ola pada ofiarą podkupienia siły roboczej i jej projekt upada a ona wychodzi na durnia. Maciek jest zadowolony bo zarobił kasę dla swojego działu.
Jak widać bycie kierownikiem w zdrowo zorientowanej na zysk firmie przypomina prowadzenie działalności gospodarczej. Inwestycja Stefana zwraca się z nawiązką a 'elastyczność' Maćka popłaca.
Dodam, że pracując w firemce, która gapi się na takie megadurne kolosy widzę dwa bieguny:
- wyższa kadra kierownicza która dąży do tego, żeby praca była rozliczana co do minuty, koszty były znane do rolki papieru w kiblu a kierownicy zabijali się o ich obniżenie,
- kadra wykonawcza, która chce mieć święty spokój i robić swoją robotę, nie rejestrując każdej operacji na specjalnej liście 'wykonane obowiązki służbowe: czas, miejsce, koszt, ilość zużytych kalorii, projekt,...'
a pomiędzy wódką a zakąską są średni kierownicy na z góry straconej pozycji bo za Chiny Ludowe:
- nie wytłumaczą swoim szefom że ich pomysły są porąbane,
- nie wytłumaczą pracownikom, że pomysły szefów są genialne, więc tak a nie inaczej należy pracować i się rozliczać,
No to ponarzekałem sobie, wracam wyjaśniać swoim pracownikom, dlaczego mają ustawiać w systemie status "przerwa w pracy" i wpisywać przyczynę, np. "Siku". Jutro zaś będę szefowi referował ile średnio kliknięć na minutę wykonuje mój statystyczny pracownik i na jaki empek ma pójść koszt amortyzacji jego myszki.
Polecam się.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz