17 grudnia 2009

handel żywym towarem

Opowiedział mi tę historię pewien pracownik mega-mega-aletonaprawdęmega korporacji. Jednej z najmegakorporacji świata.

W skrócie było to tak, że siedział sobie na lotnisku trzymając w ręku bilety do Egiptu, gdzie miał przez tydzień uczestniczyć w jakimś projekcie. Jednak w ostatniej chwili szef odwołał go z lotniska:

- Witek, słuchaj sprawa jest. Lecisz do Barcelony asap. Pomożesz naszemu akauntowi wcisnąć klientom nasz nowy produkt. Wciśnij wszystkim kit że zachorowałeś. Do boju!

Wytłumaczę jak do tego doszło.

Witek pracuje w dziale A. Jego szef to Maciek. Witek jest jego asem w rękawie, najcenniejszym pracownikiem i często wyciągają go do pomocy inne działy. Na szczęście Maciek i Witek pracują w zdrowo-biznesowo-usługowo zorientowanej firmie i Maciek najzwyczajniej w świecie sprzedaje pracę Witka, na godziny.

Ola kupiła tydzień pracy Witka w Egipcie już miesiąc temu. Po prostu sprawdziła na liście usług wewnętrznych że godzina pracy Witka kosztuje x i ze skromnego budżetu wysupłała środki na wypożyczenie doświadczonego pracownika.

Nagle do akcji wkracza Stefan. Ma pilny projekt, duże środki, potrzebuje pomocy. Dogaduje się z Maćkiem (przypomnę, to szef Witka) że zapłaci za godzinę Witka trzykrotność standardowej stawki plus premia za efekty.

Witek leci do Barcelony, Ola pada ofiarą podkupienia siły roboczej i jej projekt upada a ona wychodzi na durnia. Maciek jest zadowolony bo zarobił kasę dla swojego działu.

Jak widać bycie kierownikiem w zdrowo zorientowanej na zysk firmie przypomina prowadzenie działalności gospodarczej. Inwestycja Stefana zwraca się z nawiązką a 'elastyczność' Maćka popłaca.

Dodam, że pracując w firemce, która gapi się na takie megadurne kolosy widzę dwa bieguny:
- wyższa kadra kierownicza która dąży do tego, żeby praca była rozliczana co do minuty, koszty były znane do rolki papieru w kiblu a kierownicy zabijali się o ich obniżenie,
- kadra wykonawcza, która chce mieć święty spokój i robić swoją robotę, nie rejestrując każdej operacji na specjalnej liście 'wykonane obowiązki służbowe: czas, miejsce, koszt, ilość zużytych kalorii, projekt,...'

a pomiędzy wódką a zakąską są średni kierownicy na z góry straconej pozycji bo za Chiny Ludowe:
- nie wytłumaczą swoim szefom że ich pomysły są porąbane,
- nie wytłumaczą pracownikom, że pomysły szefów są genialne, więc tak a nie inaczej należy pracować i się rozliczać,

No to ponarzekałem sobie, wracam wyjaśniać swoim pracownikom, dlaczego mają ustawiać w systemie status "przerwa w pracy" i wpisywać przyczynę, np. "Siku". Jutro zaś będę szefowi referował ile średnio kliknięć na minutę wykonuje mój statystyczny pracownik i na jaki empek ma pójść koszt amortyzacji jego myszki.

Polecam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz