Mam też pecha - mój szanowny dyrektor podejrzewa, że są nie w tym dziale co trzeba.
"Powinni siedzieć u programistów!" mówi i ja go rozumiem. Zaręczam mu więc od roku, że chłopaki nie są tak na prawdę programistami, że potrzebni mi są w dziale i nikt ich nie zastąpi, że znają do białej kości usługi jakie mój dział świadczy itede...
Na nieszczęście dyrektor zażyczył sobie ostatnio od mojego działu pewnego rozwiązania, które trzeba zaprogramować i to w sposób mocno grubymi nićmi szyty, de facto trzeba napisać mailowy serwer proxy z wewnętrzną logiką, pośredniczący między różnymi nadawcami i odbioracmi - zarówno ludźmi jak systemami (monitoring, servicedeski)...
Wszystko to oznacza dużo dużo programowania... jednak dyrektor, kiedy dowie się, że spełniliśmy jego życzenie, spyta się mnie "Super, działa, ale jak to zrobiliście?".
Wiem, że jeśli odpowiem "Chłopaki usiedli i napisali." na drugi dzień stracę moich MVP.
Dlatego w celu obrony moich ludzi trenuję już przed lustrem odpowiedzi (nadsyłajcie własne):
- "Znaleźliśmy bibliotekę skryptów i kawałków kodu, z której udało się zebrać cuzamendokupy taki właśnie system" (słabe, bo zakłada, że jednak trochę się znamy na programowaniu,
- "W obawie przed nie wykonaniem polecenia i zwolnieniem zrobiliśmy zrzutę w dziale i wynajęliśmy programistę.",
- "Znaleźliśmy forum dyskusyjne gdzie programiści-wolontariusze z Wietnamu piszą darmowe aplikacje na zamówienie dla zagonionych pracowników korporacji.",
- póki co nie mam więcej pomysłów...
Zaraz jakiś mądrala zapyta - dlaczego nie poprosisz o napisanie tego cuda Waszych programistów? Dlaczego w ogóle przyjąłeś to zadanie na siebie? Dlaczego ...
Moja odpowiedź brzmi "A idź ugryź się w dupę, koleś!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz